56 ERnO Harpagan – zapowiedź

56 harpagan

Już tylko dwa dni pozostały do 56 edycji Ekstremalnego Rajdu na Orientację Harpagan, który odbędzie się w Kwidzyniu, a więc w tym samym mieście, które gościło 46 edycję tej imprezy.

Jakoś tak ostatnio czas mi upływa od imprezy na orientację do imprezy na orientację. W życiu ogólnie nuda, nic się nie dzieje, tylko te zawody na orientację stanowią w niej przyjemny przerywnik. Może trochę skłamałem, że nic się nie dzieje, ponieważ akurat koniec lata i początek jesieni miałem bardzo intensywny – mianowicie skupiłem wszystkie siły na organizacji IV MnO Urwisko, który wypadł całkiem nieźle, a także walczyłem na trasach Szago i Jesiennego Tułacza. Po Urwisku dopadło mnie wielkie rozleniwienie, a tu za chwilę przecież najważniejszy i najbardziej prestiżowy start w roku!

 

Czytaj dalej

Reklamy

Szago XVI – relacja

Ostatnimi czasy całe moje życie obraca się wokół tematu IV MnO „Urwisko”, które będę organizował w Gdyni 6 października. Nic tylko wizytuję teren, odmierzam taśmą odległości od dołka do dołka, sporządzam notatki z terenu, koryguję mapy zgodnie z tymi notatkami (na szczęście tę mordęgę mam już za sobą, czas na kolejne etapy organizacyjnego szaleństwa), rysuję mapy (utknąłem na etapie rysowania mapy TP w programie Open Orienteering, nie spodziewałem się, że będzie to takie pracochłonne!), dłubię we wzorcówkach, dzwonię po ludziach, w tym różnych niezwykle ważnych osobistościach (NWO), instytucjach, wylewam pomyje na nobliwego, czy też nobilitowanego Prezydenta Miasta Gdyni, słowem działam jak człowiek-orkiestra, jakiś ośmioręki Budda czy inny Wisznu lub Siwa, ale utknąłem na tym temacie „Urwiska” jak Luke Skywalker, a może jego kierowca bombowca Han Solo w dziurze międzygalaktycznej podczas skoku w nadprzestrzeń, bo awarii w Sokole Milenium uległ hipernapęd.

Szago_logo.jpg

Czytaj dalej

Na bezrybiu i rak ryba – XXIV Maraton Solidarności

 

maraton_gdansk_2018_615.jpg

Na starcie maratonu

W przededniu, a może na dzień przed Maratonem Solidarności, zamieściłem dość depresyjny wpis o skręceniu lewej kostki i o tym, że  wszelkie moje rachuby na dobry start wzięły w łeb. Tyle przygotowań, tyle oczekiwań, mobilizacji i tu nagle poważna kontuzja. Oczywiście najrozsądniej byłoby zrezygnować ze startu i zawiesić treningi na okres jakichś dwóch tygodni, czyli tyle, ile zwyczajowo tego typu kontuzje się goją. No ale rozsądek nie zawsze bierze górę nad emocjami, szczególnie jeśli jest się 38-letnim młodzieniaszkiem i uprawia się skromne myślenie „co to nie ja” albo „po nas choćby potop” albo „jak Kozacy idą na wojnę to piją na umór”. Tak więc postanowiłem wystartować w XXIV Maratonie Solidarności. Nie po raz pierwszy była to misja straceńcza, ale takie właśnie są najlepsze. Przynajmniej na człowieku nie ciąży żadna presja. Czytaj dalej

Gott ist tot – jak umierały religie, czyli zapowiedź XXIV Maratonu Solidarności

logo3684

Mieliśmy takie świetlane plany, a stawiamy zwykłą budę – to cytat z Tytusa, Romka i A’tomka, książeczki XIV. Dokładnie. Po sukcesach w wiosennym Harpaganie i Pomorskim Rogainingu, z nadzieją oczekiwałem sierpniowego Maratonu Solidarności. „Teraz nareszcie sukcesy się posypią, idź złoto do złota! Droga będzie już odtąd usłana różami”, myślałem sobie po świetnej w moim wykonaniu wiośnie. Czekałem, czekałem i czekałem na ten Dies Irae 15 sierpnia… Forma jednak na koniec zupełnie się posypała wskutek ciężkich treningów w upałach i przetrenowania i wcześniejszej przerwy w treningach na rehabilitację chorej nogi, ale jakoś próbowałem ją ratować lekkimi treningami w ostatnich dwóch tygodniach przed startem. Biegałem wolno i mało… I wreszcie dziś w ostatnim treningu przed maratonem biegło mi się nareszcie dobrze i nareszcie się nie męczyłem. I co?… Już przy samym wybiegnięciu z lasu do miasta SKRĘ-CI-ŁEM sobie nogę!! I to tę chorą, tę, którą uparcie rehabilituję, obłożoną klątwą Babci Ani! Czytaj dalej

Różowe okulary Beaty Tadli, a podbój pylonów

tadla

Ostatnio coraz rzadziej zabieram głos w różnych sprawach, co nie oznacza, że mój mózg zupełnie obumarł. Kilka komórek mózgowych jeszcze się zachowało, choć te pracują pełną parą głównie na rzecz wynajdywania nowych celów biegowych i InOwych i coraz większego i bardziej fanatycznego babrania się w mojej małej piaskownicy, to jest małym świecie domorosłego biegacza-orientalisty. Wprawdzie gdzieś w podświadomości tli się ten obezwładniający lęk, na razie skutecznie przeze mnie tłamszony, a który sprzedał mi Paweł Ćwidak, że już maluczko, a będę znać na wylot wszystkie lasy woj. pomorskiego i cała frajda z nawigacji wyparuje jak Hiroszima po wybuchu bomby atomowej.

Ale do rzeczy. Czasem symbolicznie, w ramach małego oderwania się od mojego sekciarskiego półświatka biegowo-orientalistycznego i programowej pracy organicznej w pracy (gdzie z nikim nie gadam, tylko wertuję te moje papierki z zapałem godnym lepszej sprawy), rzucę okiem w internety co tam dzieje się w życiu celebrytów, kto z kim się rozwiódł, a już szczególnie kto z kim się pokłócił i o co. Czytaj dalej

„Sława Ukrajini”, czyli w co wdepnął Domagoj Vida

Vida Domagoj

Domagoj Vida – obrońca reprezentacji Chorwacji w piłce nożnej, niegdyś piłkarz Dynama Kijów

O polityce mówić nie lubię, ale czasem trzeba. Szczególnie wtedy, kiedy o polityce różna władza, a w zasadzie organy wymierzające kary, jak na przykład surowi rodzice lub pani przedszkolanka, szantażująca nas niedoprawionym szpinakiem, zabrania mówić. A tak się składa, że FIFA, czyli Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej, piłkarzom i kibicom o polityce mówić zabrania. Spróbuj tylko wywiesić jakiś polityczny transparent na meczu albo ściągnąć koszulkę (jeśli jesteś piłkarzem), pod którą masz inną koszulkę, na której to kazałeś sobie wydrukować swojego znienawidzonego polityka w otoczeniu obscenicznych słów lub jakichś zwierząt, na przykład prosiaków jedzących paszę (marchewki?) z koryta. Zaraz FIFA lub jej macki w postaci władz krajowych, regionalnych lub lokalnych wlepią Ci karę i zdyskwalifikują na kilka meczów. I człowiekowi odechciewa się ekscesów i pławi się dalej w swoim niegroźnym, ogrodzonym drutem kolczastym małym błotku dekadencji, z którego nie ucieknie i nie rozwłóczy zarazy po świecie.

Czytaj dalej

I wtedy przyszedł maj – relacja z III Trolino i XVIII Borowiackiego – VI Pomorski Rogaining – cz. II

 

Niechwaszcz_rzeka_dopływ_Wdy_02.07.10_p

Pamiętaj chemiku młody – nie lekceważ Niechwaszczy.

 

Zmęczenie po sobotnim nawigacyjnym maratonie było u mnie tak duże, że nie dałem rady napisać relacji w jednym kawałku. Oto zapowiadana część druga. Na czym to ja skończyłem? Aha, Maciek Ślósarczyk przekazał mi mapę III Trolino i zacząłem ją gorączkowo studiować. Czułem niestety dużą presję wyniku, którą niestety (powtórzenie) sam na siebie nałożyłem. Dobre ostatnie starty w TZkach obligowały mnie znów do walki o czołowe miejsce i, sam nie wiem czemu, do niemal bezbłędnego przejścia, a więc maksymalnie dwa stowarzysze i może nieznaczne spóźnienie na mecie.

Czytaj dalej