Gorzki posmak zwycięstwa – zakończenie sezonu 2018

Wieki minęły, odkąd zamieściłem tu ostatniego posta. A działo się, jeśli chodzi o nawigację, u mnie sporo i to sporo pozytywnego. Najpierw z Pawłem Ćwidakiem zajęliśmy 2 miejsce na IV InO Vestigia na Helu w nocy z 27 na 28.10. Potem 4 miejsce na zawodach TZ w Rumi 10.11 (XI InO Włóczykij Jesień 2018), potem historyczne 3 miejsce w samotnym starcie na trasie ekstremalnej na Darżlubie i wreszcie świetne zakończenie sezonu i zwycięstwo na trasie TZ na Harcach Prezesach, które dało mi 3 miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Pomorza Gdańskiego w kat. TZ za rok 2018.

harce

Z pucharem za I miejsce na trasie TZ na Harcach Prezesa. Po lewej sam prezes we własnej osobie – Karol Kalsztein

Czytaj dalej

Reklamy

Gogol. Początek – recenzja filmu

gogol

Producenci filmu zadbali, aby Aleksandr Petrov, odtwórca głównej roli, miał uczesanie i wąsiki jak należy. Wykapany Gogol.

W miniony piątek wybrałem się do Rosyjskiego Centrum Nauki i Kultury w Gdańsku na projekcję rosyjskiego filmu pt. „Gogol. Początek” (w oryg. „Gogol. Nachalo”). Film o tyle mnie zainteresował, że Nikołaj Gogol, XIX-wieczny rosyjski, a właściwie ukraiński pisarz jest bardzo bliski mojemu sercu. Przez wiele lat byłem pod jego wielkim wpływem, produkując własne literackie wypociny, a moje kolejne dziełko, które ma się ukazać drukiem (że pozwolę sobie zacytować słowa Szczepana Szprady z zespołu „Po prostu”: „za jakieś dwadzieścia lat”) „Dziwne przypadki urzędnika, który nie istniał” to niemal kalka „Opowiadań” Gogola, biorąc pod uwagę styl, manierę, choć oczywiście obraziłbym się, gdyby ktoś oskarżył mnie o brak własnego stylu. Czytaj dalej

H56 – relacja

56 harpagan
Od 56 edycji Harpagana upłynęło już kilka ładnych dni, nogi zdążyły mi się zregenerować, mózg nie (on już w tym wieku się nie regeneruje, tylko powoli obumiera, względnie wiezie mnie w nieznane), a więc czas na podsumowanie mojego występu na trasie TP 100. Jak już pisałem w zapowiedzi, liczyłem po cichu na 3 miejsce, jednak wiedziałem, że walka o nie rozegra się pomiędzy kilkunastoma zawodnikami, których sobie przed startem wytypowałem jako kandydatów właśnie do owego 3 miejsca. Kiedy się swoją listą pochwaliłem Marcinowi Sontowskiemu, ten oczywiście zaczął ze mnie szydzić (jak zwykle), że się w takie coś bawię i w ogóle co to za dziwne niektóre nazwiska się na tej liście znalazły. Niektóre z nich łaskawie zatwierdził, gdy mu je ujawniłem, ale po zawodach miałem też pewną satysfakcję, ponieważ niektóre z osób, jakie wytypowałem do owego 3 miejsca, a które Marcin kazał mi stanowczo skreślić, jednak zameldowały się w ścisłej czołówce rajdu. Ale do rzeczy.

Czytaj dalej

56 ERnO Harpagan – zapowiedź

56 harpagan

Już tylko dwa dni pozostały do 56 edycji Ekstremalnego Rajdu na Orientację Harpagan, który odbędzie się w Kwidzyniu, a więc w tym samym mieście, które gościło 46 edycję tej imprezy.

Jakoś tak ostatnio czas mi upływa od imprezy na orientację do imprezy na orientację. W życiu ogólnie nuda, nic się nie dzieje, tylko te zawody na orientację stanowią w niej przyjemny przerywnik. Może trochę skłamałem, że nic się nie dzieje, ponieważ akurat koniec lata i początek jesieni miałem bardzo intensywny – mianowicie skupiłem wszystkie siły na organizacji IV MnO Urwisko, który wypadł całkiem nieźle, a także walczyłem na trasach Szago i Jesiennego Tułacza. Po Urwisku dopadło mnie wielkie rozleniwienie, a tu za chwilę przecież najważniejszy i najbardziej prestiżowy start w roku!

 

Czytaj dalej

Szago XVI – relacja

Ostatnimi czasy całe moje życie obraca się wokół tematu IV MnO „Urwisko”, które będę organizował w Gdyni 6 października. Nic tylko wizytuję teren, odmierzam taśmą odległości od dołka do dołka, sporządzam notatki z terenu, koryguję mapy zgodnie z tymi notatkami (na szczęście tę mordęgę mam już za sobą, czas na kolejne etapy organizacyjnego szaleństwa), rysuję mapy (utknąłem na etapie rysowania mapy TP w programie Open Orienteering, nie spodziewałem się, że będzie to takie pracochłonne!), dłubię we wzorcówkach, dzwonię po ludziach, w tym różnych niezwykle ważnych osobistościach (NWO), instytucjach, wylewam pomyje na nobliwego, czy też nobilitowanego Prezydenta Miasta Gdyni, słowem działam jak człowiek-orkiestra, jakiś ośmioręki Budda czy inny Wisznu lub Siwa, ale utknąłem na tym temacie „Urwiska” jak Luke Skywalker, a może jego kierowca bombowca Han Solo w dziurze międzygalaktycznej podczas skoku w nadprzestrzeń, bo awarii w Sokole Milenium uległ hipernapęd.

Szago_logo.jpg

Czytaj dalej

Na bezrybiu i rak ryba – XXIV Maraton Solidarności

 

maraton_gdansk_2018_615.jpg

Na starcie maratonu

W przededniu, a może na dzień przed Maratonem Solidarności, zamieściłem dość depresyjny wpis o skręceniu lewej kostki i o tym, że  wszelkie moje rachuby na dobry start wzięły w łeb. Tyle przygotowań, tyle oczekiwań, mobilizacji i tu nagle poważna kontuzja. Oczywiście najrozsądniej byłoby zrezygnować ze startu i zawiesić treningi na okres jakichś dwóch tygodni, czyli tyle, ile zwyczajowo tego typu kontuzje się goją. No ale rozsądek nie zawsze bierze górę nad emocjami, szczególnie jeśli jest się 38-letnim młodzieniaszkiem i uprawia się skromne myślenie „co to nie ja” albo „po nas choćby potop” albo „jak Kozacy idą na wojnę to piją na umór”. Tak więc postanowiłem wystartować w XXIV Maratonie Solidarności. Nie po raz pierwszy była to misja straceńcza, ale takie właśnie są najlepsze. Przynajmniej na człowieku nie ciąży żadna presja. Czytaj dalej

Gott ist tot – jak umierały religie, czyli zapowiedź XXIV Maratonu Solidarności

logo3684

Mieliśmy takie świetlane plany, a stawiamy zwykłą budę – to cytat z Tytusa, Romka i A’tomka, książeczki XIV. Dokładnie. Po sukcesach w wiosennym Harpaganie i Pomorskim Rogainingu, z nadzieją oczekiwałem sierpniowego Maratonu Solidarności. „Teraz nareszcie sukcesy się posypią, idź złoto do złota! Droga będzie już odtąd usłana różami”, myślałem sobie po świetnej w moim wykonaniu wiośnie. Czekałem, czekałem i czekałem na ten Dies Irae 15 sierpnia… Forma jednak na koniec zupełnie się posypała wskutek ciężkich treningów w upałach i przetrenowania i wcześniejszej przerwy w treningach na rehabilitację chorej nogi, ale jakoś próbowałem ją ratować lekkimi treningami w ostatnich dwóch tygodniach przed startem. Biegałem wolno i mało… I wreszcie dziś w ostatnim treningu przed maratonem biegło mi się nareszcie dobrze i nareszcie się nie męczyłem. I co?… Już przy samym wybiegnięciu z lasu do miasta SKRĘ-CI-ŁEM sobie nogę!! I to tę chorą, tę, którą uparcie rehabilituję, obłożoną klątwą Babci Ani! Czytaj dalej